Zagubieni [Recenzja spektaklu „Same Plusy”]

Przewrotność rzeczy z czasem staje się normą, a wyjątek zaczyna wypierać regułę. Tak krok po kroku, minuta po minucie kreowana jest nowa rzeczywistość. Okraszona ułudą i marazmem, pewną fatamorganą. W XXI wieku ludzie zaczynają tworzyć fasadowe relacje, społeczeństwo, a może nawet życie. Na szczęście okazuje się, że literatura i teatr wciąż potrafią stanowić doskonałe zwierciadło problemów społecznych. I niby to nic nowego, bo przecież wielkie sztuki diagnozowały bolączki naszego świata. Niemniej ta wrażliwość artystów wciąż wzrusza, zaskakuje i porywa widzów. Potrzebujemy teatru mądrego, krzyczącego, działającego niczym papierek lakmusowy na wszelkie niepokojące zmiany. I okazuje się, że taki właśnie znajdujemy. I to już po raz kolejny w wykonaniu Garnizonu Sztuki, który produkując przedstawienie „Same plusy” udowodnił, że teatr ambitny jest potrzebny i pożądany.

Fundacja założona przez Grażynę Wolszczak od początku działalności za cel postawiła sobie upowszechnianie kultury wraz z poruszaniem ważnych tematów społecznych. Po „Pozytywnych”, „Polowaniu na Łosia”, „Czworo do poprawki” przyszedł czas na „Same plusy”, czyli sztukę o samotności, wykluczeniu i  paradoksach dzisiejszego wielkomiejskiego życia.

Autorska diagnoza

Zaczynając przewrotnie – od końca. Długa i gromka owacja na stojąco podczas premiery, która odbyła się w warszawskim Teatrze Imka udowodniła, że temat przedstawiony przez artystów jest bliski nam wszystkim. Dlatego też należy podkreślić wkład osoby, bez której spektakl nie odbyłby się, a o której często w recenzjach zapomina się; lub jedynie się o niej wzmiankuje. Mowa o autorze sztuki. W wypadku „Samych plusów” – Cezary Harasimowicz – zafundował widzowi w warstwie literackiej bardzo mądrą i potrzebną historię. Naszpikowaną inteligentnym poczuciem humoru z trafną pointą, ciekawą fabułą, ale przede wszystkim, z oryginalnym spojrzeniem na pewien powszechny problem. Ta literacka podróż, jak okazało się, była wyśmienitym kamieniem węgielnym do pracy dla reżysera i aktorów. Ta szansa nie została zmarnowana.

Kalka korporacyjnego życia. ASAPy, fakapy, feedbacki, to codzienność wielkomiejskiego funkcjonowania w betonowej dżungli. Pogoń za karierą, pieniędzmi, kolejnymi celami. Potrzeba znalezienia się jak najwyższej w hierarchii. By móc lepiej, wyżej i więcej by wygrać ze współpracownikami, lecz także pokonać także samego siebie. W tym owczym pędzie bohaterowie tracą poczucie realnego życia, prawdziwego szczęścia. Są samotni, budzą się wśród pustych czterech ścian. Szukają szybkich substytutów, gorączkowo zaczynają poszukiwać łatwego sposobu na miłość, seks, przyjaźń. Czy postacie, które poznajemy w „Samych plusach” będą potrafiły odnaleźć się w realnym życiu, stosując jako azymut korporacyjne reguły?

Być #ONlife

Dobra reżyseria w wykonaniu utalentowanego Wawrzyńca Kostrzewskiego, nieprzeciętna oprawa muzyczna i intrygujące efekty graficzne, to znaki rozpoznawcze nowego spektaklu Garnizonu Sztuki. Jakże trafną przenośnią jest porównanie życia w korporacji do opisu przyrody, który odczytywany jest przez samą Krystynę Czubównę!

Sukcesu spektaklu z pewnością nie byłoby, gdyby nie gra aktorska, która stała na najwyższym poziomie. Gabriela Muskała w roli Zuzanny – czterdziestoletniej pracowniczki korporacji, która w życiu osiągnęła niewiele więcej, niż długą nazwę stanowiska, na którym jest zatrudniona, to doskonała egzemplifikacja kobiety zagubionej w swojej własnej tożsamości. Aktorka wcielając się w postać dobrze oddała wewnętrzne sprzeczności targające kobietą poszukującą normalności w swoim życiu. Autentyczna i pełnokrwista kreacja w wykonaniu Gabrieli Muskały dostarcza widzowi wiele emocji. Końcowy monolog bohaterki spotkał się z bardzo entuzjastycznym przyjęciem publiczności.

Grażyna Wolszczak jako Ryśka, zawzięta feministka z przerysowaną koniecznością walczenia o swoją emancypację, to wbrew pozorom nie tylko kreacja komediowa; lecz także postać ukazująca cienką linię pomiędzy walką o swoje prawa, a pastiszem relacji. Także tych, w których każde zachowanie może być poczytane jako niepoprawne. Nawet, gdy żadna ze stron nie ma takiego zamiaru. Intrygujące wcielenie Grażyny Wolszczak, stało się kolorytem dla całości spektaklu.

Niewdzięczna rola przypadała Mariecie Żukowskiej, która sportretować musiała niezbyt rozgarniętą i bystrą blondynkę, która wzbudza litość u swoich koleżanek, ze względu na brak zaradności życiowej. Odgrywanie stereotypów nigdy nie jest łatwe, aktorce jednak udało się lepiej niż poprawnie.

Teatralną bombą okazał się występ Michała Czerneckiego. Charyzma oraz doskonały warsztat aktorski. Świetne ukazanie szefa – choleryka, który posiada także drugą, wrażliwą stronę. Aktor swoją grą nadawał akcji tempa, dodawał finezji i niekiedy całkowicie umiał zawładnąć sceną. Tym większe brawa, że Michał Czernecki zastąpił innego aktora na miesiąc przed premierą. Niemniej pokazał rzemiosło najwyższej próby. Chciałoby się go oglądać więcej, i więcej.

Ponbóczek pointy nosi

„Same plusy” to spektakl potrzebny, mądry, ale także zabawny i rozrywkowy. Połączenie nieoczywistych elementów rozrywki i socjologii, czy psychologii pozwoliły na powstanie dzieła ważnego, ale nie siermiężnego. Oryginalnego i jednocześnie edukującego, umożliwiającego widzowi na dostrzeżenie pewnej materii, która być może wymknęła się mu, bądź komuś z jego bliskich spod kontroli. Przedstawienie Garnizonu Sztuki to w końcu wyrażenie nowego trendu w teatrze, który pozwala na dotarcie do mas niosąc za sobą jednocześnie ważny przekaz. Obecnie pompatycznie uderzając w wysokie tony trudno jest kreować przesłanie do młodych pokoleń. Do tego konieczny jest ponad przeciętny pomysł, lekkość myśli oraz aktorska zwinność warsztatowa. To wszystko niewątpliwie znajdziecie w „Samych plusach”.

W Warszawie spektakl obejrzycie w Teatrze Imka.

Kamil Stępniak

Posted by wk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *