Ratuj się… [recenzja filmu Mayday]

Mayday to komedia pomyłek, która opowiada o perypetiach taksówkarza o bigamistycznych zapędach, oraz jego kumpla niekrytego życiowego nieudacznika. Sam Akina (reżyser Planety Singli 2 i 3) stworzył produkt komedio-podobny. Niby śmiesznie, lecz niekiedy jest to śmiech przez łzy. Nie oznacza to jednak, że widzowie nie znajdą w tym filmie dla siebie niczego dobrego. Wręcz przeciwnie, podczas seansu, było słychać salwy śmiechu z poszczególnych sektorów sali kinowej. Tylko pytanie o poziom żartów pozostaje otwarte.

fot. materiały prasowe organizatora

Jan Kowalski (Piotr Adamczyk) to taksówkarz, który w wyniku poszukiwania pełnego spełnienia, a może wręcz kobiety idealnej, poślubił dwie żony. I na marginesie należy zostawić w jaki sposób to się stało, bo to nie jest jedyna nieścisłość scenariuszowa. Jednakże można uznać, że jest ona uboczna względem zawiązania całej fabuły.

W wyniku niewyjaśnionych zbiegów okoliczności, kobiety (Basia – Anna Dereszowska i Marysia – Weronika Książkiewicz) poznają się wzajemnie. Pomimo rozbieżności w miejscach zamieszkania – Warszawa i Rozalin – dochodzi do spotkania obydwu pań. Jan dwoi się i troi, aby intryga nie wyszła na jaw. Wtóruje mu w tym jego kompan Staszek (Adam Woronowicz). To wszystko sprawia, że komedia oparta na wielu zbieżnościach i przypadkowych sytuacjach ma bawić aż do łez. Efekt jest jednak różny.

Film Mayday jest dowodem na to, że historia królująca na scenie teatralnej, nie zawsze musi święcić triumfy jako adaptacja kinowa. Sam Akina nie podołał zadaniu jakim było powtórzenie sukcesu sztuki Raya Cooneya. A ta od kilkudziesięciu lat znajduje się w repertuarze wielu polskich teatrów.

Trzeba zaznaczyć jednak pewną zależność, która jest ważna dla omawianego filmu. Gra aktorka jest w nim naprawdę na wysokim poziomie! Zarówno partnerowanie Adamczyka z Woronowiczem, jak i gra Anny Dereszowskiej, czy Weroniki Książkiewicz nie pozostawiają nic do życzenia. Od strony warsztatu zatem, nie można czynić zarzutów względem „Mayday”. Boli jednak niewykorzystanie tak dużego potencjału aktorów, którzy robili co mogli, aby uratować ten projekt od klęski.

Podczas projekcji razi chyba najbardziej siermiężny żart. Sytuacyjna komediowość zamieniła się w okresową kiczowatość. Sama fabuła jest dziurawa jak ser szwajcarski. Nawet na płaszczyźnie logicznej  istnieje bardzo wiele nieścisłości. Nie można nie wspomnieć o dowcipach na jednym z możliwie najniższych poziomów (por. komediowość oparta na problemach gastrycznych jednego z bohaterów).

W filmie brak humoru inteligentnego, niedopowiedzianego, okraszonego subtelnością sytuacyjności. Plusem pozostaje gra aktorów. Odbiór przekazu oczywiście zależy od oczekiwań, więc jeśli ktoś gustuje w typowych polskich komediach, to z pewnością nie wyjdzie z kina zawiedziony.

Czy komfort oglądania filmu ma dla Ciebie znaczenie? Kino Helios Blue City oferuje niesamowitą przestrzeń, w której możesz poczuć się niczym w innym świecie. Połączenie nowoczesności z klasyką owocuje nie tylko oddaniem hołdu starym warszawskim kinom (znajdziemy tu sale kinowe o nazwach takich jak Skarpa, Relax, Femina), czy wystrój nawiązujący do Nowego Jorku. W Helios Blue City odkryjemy przede wszystkim wspaniałej jakości obraz i dźwięk, a także trzy sale „Dream”, które są urzeczywistnieniem marzeń o kameralnym i wygodnym oglądaniu filmów. Siadając na skórzanej, rozkładanej kanapie z przestrzenią wokół siebie możesz skupić się wyłącznie na oglądaniu filmu. To komfort ważny dla każdego kinomaniaka.

 

Partnerem recenzji jest Kino Helios Blue City

Aleje Jerozolimskie 179, 02-222 Warszawa
https://www.helios.pl/57,Warszawa/StronaGlowna/
tel.: +48 22 206 38 17

 

 

Posted by wk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *