Po prostu… Filharmonia!

Barok – ta niezwykła epoka w historii muzyki jest tak intensywnie obecna w naszej współczesności, że powinniśmy głęboko się zastanowić czy przypadkiem nie cofnęliśmy się w czasie i nie żyjemy „w baroku”? Johanna Sebastiana Bacha czy Antonia Vivaldiego traktujemy niemal jakby byli z nami zawsze. Kwestia przyzwyczajenia i wychowania? Może tak, ale ważne jest co innego – ich twórczość żyje. Zresztą dwaj najbardziej emblematyczni kompozytorzy XVIII wieku to jedynie niewielka część tworzonego i wykonywanego wtedy repertuaru.

fot. Materiały organizatora

Obok Bacha i Vivaldiego komponowali przecież Veracini, Leclair i Bonporti, by wymienić tych, którzy położyli istotne zasługi dla literatury skrzypcowej. Nowe życie baroku jest pełne werwy i świeżości, bo ta muzyka z całą pewnością brzmi zupełnie inaczej, niż brzmiała trzysta lat temu. Nie powielamy, raczej odczytujemy ją na nowo, a paleta wykonywanych utworów konsekwentnie się poszerza. Nasze czasy to ciągłe poszukiwanie nowości, także tych sprzed wieków. Pod tym względem jesteśmy nienasyceni. Ale pamiętajmy, że nowością jest także sięganie po repertuar wielokrotnie wykonywany i nagrywany. Każdy artysta, który wykonuje Cztery pory roku albo Wariacje Goldbergowskie interpretuje je w swoisty i niepowtarzalny sposób. A jeśli współczesny kompozytor odnosząc się do przeszłości swoje utwory tytułuje tak, jak zrobił to Astor Piazzolla – również podejmuje się reinterpretacji przeszłości. Jesteśmy dodatkowo w tej komfortowej sytuacji, że te wizje wykonawcze możemy zachowywać i mieć przy sobie. To dzięki fenomenowi fonografii i nagrań. Muzyki dawnej nigdy dość.

Poniedziałek, 4 listopada 2019, godz. 19:00
Muzyka dawna… interpretacje, reinterpretacje, inspiracje – ​Vivaldi revisited

Wykonawcy
Orkiestra Kore Aira Maria Lehtipuu – skrzypce

Program
Antonio Vivaldi – Koncert skrzypcowy D-dur op. 4 nr 11 RV 204
Antonio Vivaldi – Koncert skrzypcowy G-dur op. 4 nr 3 RV 301
Antonio Vivaldi – Concerto na smyczki g-moll RV 156
Antonio Vivaldi – Koncert skrzypcowy d-moll op.4 nr 8 RV 249
Przerwa [20′]
Antonio Vivaldi – Koncert skrzypcowy C-dur op. 4 nr 7 RV 185
Antonio Vivaldi – Concerto na smyczki C-dur RV 113
Antonio Vivaldi – Koncert skrzypcowy A-dur op. 4 nr 5 RV 347
Antonio Vivaldi – Koncert skrzypcowy a-moll op. 4 nr 4 RV 357

Od dawna wiadomo, że opinia o twórczości Antonia Vivaldiego, którą raczył wypowiedzieć Igor Strawiński, diametralnie mija się z prawdą. Nieszczęsne zdanie, że Vivaldi napisał kilkaset razy ten sam koncert najlepiej zapomnieć i usprawiedliwić Strawińskiego faktem, że o bogactwie, różnorodności i nowatorstwie Vivaldiego po prostu nie mógł mieć pojęcia. Dzisiaj wyraźnie widać, że Antonio Vivaldi zasługuje na miano niezwykłego muzycznego rewolucjonisty, który dodatkowo odniósł niebywały sukces. Prawda, jego sztuka musiała przejść „czyściec” zapomnienia, ale renesans, który nastąpił w XX wieku i trwa do dziś, skutkuje jej nieprawdopodobną popularnością. Vivaldiego gra się wszędzie, Vivaldiego grają wszyscy, a już żaden szanujący się zespół instrumentów historycznych bez interpretacji dzieł Vivaldiego miejsca w naszym muzycznym świecie nie zagrzeje. Oczywiście poszczególne utwory „Rudego Księdza” cieszą się różnym wzięciem, ale do tych ostatnio coraz częściej wykonywanych – oprócz opus 8 – zaliczyć należy także cykl La Stravaganza op. 4. Wprawdzie Michael Talbot w swojej klasycznej monografii, zaliczył koncerty z opusów 3 i 4 do nurtu eksperymentatorskiego, ale ile w nich potencjału wykonawczego i interpretacyjnego. Zbiór, opublikowany w 1716 roku, kompozytor dedykował swemu uczniowi. Był nim wenecki szlachcic – Vettor Dolfin. Chyba nie był najgorszym uczniem, skoro nauczyciel ofiarował mu takie perły swojej artystycznej imaginacji – utwory, w których niemal skatalogował archetypiczne wręcz cechy gatunku koncertu solowego. Vivaldi naturalnie nie stworzył formy koncertu solowego, jednak bez niego muzyka XVIII wieku na pewno byłaby zupełnie inna, może nawet nie tak beztroska i różnorodna, nie tak „ekstrawagancka”, jak postuluje kompozytor w swoim opus 4.

Wtorek, 5 listopada 2019, godz. 19:00
Muzyka dawna… interpretacje, reinterpretacje, inspiracje – ​Jeszcze inna historia barokowych skrzypiec

Wykonawcy
Jesenka Balic Zunic – skrzypce Marcus Mohlin – klawesyn

Program
Jean-Marie Leclair – Sonata skrzypcowa a-moll op. 1 nr 1
Carl Philipp Emanuel Bach – Sonata g-moll na klawesyn obligato i skrzypce
Johann Sebastian Bach – Sonata h-moll na klawesyn obligato i skrzypce BWV 1014
Francesco Antonio Bonporti – Invenzione de Camera IV g-moll
Francesco Maria Veracini – Sonata a-moll op. 1 nr 2 na skrzypce i basso continuo

Niekoronowanym królem instrumentów w romantyzmie z całą pewnością stał się fortepian. Czy jednak można uznać pierwszeństwo klawesynu w czasach baroku? Raczej to skrzypce powinny pretendować do nieoficjalnego tytułu. Zresztą takie teoretyczne rozważania w żaden sposób nie powinny przekładać się na sztywne hierarchie albo determinować odbioru muzyki. Miejsca w literaturze muzycznej jest równie wiele dla skrzypiec, co dla instrumentów klawiszowych. A jednak, bogactwo muzyki skrzypcowej XVIII wieku zasługuje na szczególną uwagę. Wiele kart tego repertuaru czeka ciągle na swe odkrycie, a kompozytorów na przypomnienie. Barwnych postaci nie brakuje, bo czyż nie jest fascynujący życiorys Jean-Marie Leclaira? Był nie tylko wybitnym skrzypkiem i kompozytorem przenoszącym zdobycze muzyki włoskiej do Francji, ale także profesjonalnym tancerzem. Z kolei pochodzący z Trento Francesco Antonio Bonporti, chociaż udatnie składał nuty, to jednak przede wszystkim poświęcał się powołaniu i sprawował posługę kapłańską. Być może gry na skrzypcach uczył się u samego Arcangelo Corellego, chociaż istnieją co do tego pewne wątpliwości. Ale zainteresował się nim i jego utworami Johann Sebastian Bach – kilka inwencji Bonportiego przetranskrybował na klawesyn. Bo u Bacha (z całą pewnością multiinstrumentalisty) to instrumenty klawiszowe wiodły prym. Podobnie u jego syna, Carla Philippa Emanuela. Tę plejadę barokowych twórców uzupełnia Francesco Maria Veracini – nie bez powodu wymieniany na końcu, skoro muzykolodzy uznają jego „subiektywny styl, bez precedensu w czasach baroku” za synonim zmierzchu całej ery. „Gwiazda” Veraciniego świeci na firmamencie – jego nazwiskiem nazwana została asteroida 10875 Veracini.

Czwartek, 7 listopada 2019, godz. 19:00
Muzyka dawna… interpretacje, reinterpretacje, inspiracje – Bach do snu czy do myślenia?

Wykonawcy
Justin Taylor – klawesyn

Program
Johann Sebastian Bach – Wariacje Goldbergowskie BWV 988

Wariacje Goldbergowskie Johanna Sebastiana Bacha – właściwie trudno znaleźć konkurencję dla tego kunsztownego dzieła. Po raz pierwszy zostało opublikowane w 1741 roku w Norymberdze przez Balthasara Schmida, a na stronie tytułowej stało: Clavier Ubung / bestehend / in einer / ARIA / mit verschiedenen Verænderungen / vors Clavicimbal / mit 2 Manualen […], czyli: Ćwiczenia klawiszowe składające się z ARII z różnorodnymi wariacjami na klawesyn z dwoma manuałami. Potem jeszcze następowało ważne rozwinięcie: skomponowane dla koneserów, dla odświeżenia ich ducha przez Johanna Sebastiana Bacha. Nawet śladu nazwiska Goldberga tutaj się nie znajdzie. Związało się bowiem ono z utworem dopiero sześćdziesiąt lat później, za sprawą Johanna Nikolausa Forkela. On, na początku XIX wieku, w swojej biografii Bacha przytoczył bajeczkę, jakoby Wariacje miały służyć hrabiemu Keyserlingowi, rosyjskiemu ambasadorowi na drezdeńskim dworze za panaceum na bezsenność. Miałby je grywać jego klawesynista – pochodzący z Gdańska Johann Gottlieb Goldberg. Legenda tyleż piękna, co nieprawdziwa, chociaż ślady związków utalentowanego klawesynisty Goldberga i wielkiego Johanna Sebastiana Bacha istnieją. Młody adept sztuki muzycznej najprawdopodobniej był uczniem Bacha, kiedy miał około 10 lat, a później jeszcze pogłębiał swoją wiedzę i umiejętności pod okiem Wilhelma Friedemanna Bacha. Tylko tyle, ale wystarczyło, by Wariacje już zawsze wiązały się z jego nazwiskiem. Mógł je zapewne wykonywać, ale w innym czasie i okolicznościach, niż opisał to Forkel. A samo dzieło? Panaceum na bezsenność na pewno nie jest, raczej rozbudza ciekawość kunsztownymi przekształceniami uwodzicielskiego tematu Arii. Pod względem wyrafinowanej konstrukcji, formalnego porządku, elegancji i piękna – nie mają Wariacje sobie równych.

Czwartek, 14 listopada 2019, godz. 19:00
Muzyka dawna… interpretacje, reinterpretacje, inspiracje – ​Cztery pory roku

Wykonawcy
Orkiestra Filharmonii Narodowej Julian Rachlin – skrzypce, dyrygent

Program
Antonio Vivaldi – Cztery pory roku op. 8 [45′] Astor Piazzolla – Las cuatro estaciones porteñas [22’]

Istnieją dzieła, których sława prawdopodobnie prześcignęła nawet wyobrażenia ich autorów o potencjalnej popularności. Zaliczyć w ich poczet można choćby Bolero Maurice’a Ravela czy V Symfonię Beethovena. Obydwa stały się symbolami muzyki klasycznej, jak to się mówi: zawędrowały pod strzechy, albo po prostu zostały zasymilowane, by nie rzec zaanektowane przez popkulturę. W przypadku twórczości Antonia Vivaldiego na pierwszym miejscu powinno się wymienić cykl koncertów Cztery poru roku. Te cztery utwory, które zawładnęły wyobraźnią i emocjami pokoleń fanów muzyki – powiedzmy od połowy XX wieku – są właściwie częścią większego cyklu, zatytułowanego Il Cimento dell’Armonia e dell’Inventione op. 8. Wydany drukiem w Amsterdamie (1725) cykl 12 koncertów zestawiony został z utworów, które stworzyły ikoniczny portret muzyki skrzypcowej Vivaldiego. Wirtuozeria łączy się w nich z niezbędną dozą refleksyjności, liryka sąsiaduje z brawurą, radość miesza się ze smutkiem, a beztroska z powagą. Choć barokowa estetyka skłaniała do przerysowań, to Antonio Vivaldi świetnie wyważył poszczególne afekty w tych czterech koncertach.

Przemienność pór roku zainspirowała nie tylko „Rudego Księdza”. Prawie dwieście pięćdziesiąt lat później, w Buenos Aires, wielki mistrz tanga Astor Piazzolla podjął podobne artystyczne wyzwanie. Jego Las cuatro estaciones porteñas napisane zostały naturalnie na inny skład – skrzypce (lub altówkę), fortepian, gitarę elektryczną, kontrabas i bandoneon. Ale to nie koniec inkarnacji pór roku w muzyce, ponieważ trzydzieści lat później rosyjski kompozytor Leonid Desyatnikov opracował tanga Piazzolli na skrzypce i orkiestrę smyczkową. Od tej chwili nie ucieknie się od porównań i konkurencji między porami roku Vivaldiego i Piazzoli. Tym ciekawiej.

 

Cena: dorośli 30 zł, młodzież 15 zł

 

 

Posted by wk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *