Gdy opada kurtyna. „Like a diva” [recenzja spektaklu]

Teatr smakuje najlepiej wtedy, gdy zaskakuje, budzi emocje, nie pozostawia człowieka obojętnym. Bylejakość to znak naszych czasów. Także w teatrze, nie ma co się oszukiwać. Często używane są  najprostsze środki wyrazu, wyłącznie po to, aby trafić do szerokiego spektrum widzów. Niemniej w tym częstym marazmie kulturalnym czasami wydobywa się promyk nadziei. Nim właśnie jest „Like a diva” w Teatrze Druga Strefa.

Premiera spektaklu miała miejsce 20 września. Jest to monodram w wykonaniu Małgorzaty Pawłowskiej, która wciela się w divę operową. Ukazuje ona rozterki artystki, targające nią w codziennym życiu. Od spełnienia artystycznego, aż do chałtury. W końcu trzeba za coś żyć. Pomiędzy marzeniami, a rzeczywistością sinusoida doświadczeń niepozwala zaznać spokoju. Sztuka wysoka, czy może sztuka dla sztuki? Na to pytanie stara się odpowiedzieć tytułowa diva.

Materiały organizatora|| Foto: Karpati&Zarewicz

Niełatwy jest żywot każdej osoby parającej się zajęciem artystycznym. Gdy gasną światła lamp, a telefon przez długi czas nie dzwoni, nadal trzeba funkcjonować. Jak artysta radzi sobie z tym nieustającym pędem po sławę, pieniądze, a może tylko… przetrwanie i godność? Jak pokazuje spektakl „Like a diva” weryfikacja przychodzi szybciej, niż ktokolwiek się spodziewa. Czasami artyści nie wytrzymują tej presji. Nasza diva podchodzi jednak do tej niełatwej sytuacji z dozą humoru, którą zaraża wszystkich na widowni. Przewrotność sztuki i sprawne balansowanie pomiędzy środkami wyrazu artystycznego pozwalają na zaangażowanie widza w cały spektakl. Wychodząc nie pozostaje się obojętnym.

Małgorzata Pawłowska udźwignęła naprawdę niełatwe zadanie jakim jest zagranie monodramu. Co więcej, zrobiła to bardzo dobrze. Akcja utrzymuje tempo. Liczne zwroty akcji, a także elementy muzyczne, pozwalają na zatracenie się w sztuce. Na uwagę zasługuje także niezwykły głos aktorki. Zarówno fragmenty operowe, jak i popowe wychodzą w jej wykonaniu świetnie. To kolejny atut „Like a diva”. Z biglem opowiedziana historia młodej śpiewaczki operowej okazała się ciekawym tematem na sztukę. Warto ją zobaczyć.

Dyrektor teatru, a także reżyser przedstawienia – Sylwester Biraga – po raz kolejny zaskakuje. Przede wszystkim tym, z jaką sprawnością i zaangażowaniem potrafi przerodzić pomysł (ten zaś pochodził od Attila Horvath’a) w ciekawą opowieść wyrażaną na deskach teatru. Teatr autorski na wysokim poziomie stał się już znakiem rozpoznawczym Drugiej Strefy. Sam reżyser zaś łamie schematy, co wychodzi  mu w sposób fantastyczny.

„Like a diva” to sztuka, która przypadnie do gustu każdemu, kto choć raz był w operze, na weselu, na pogrzebie… Czyli wszystkim? Zapewne nie! Ale z pewnością osobom, które mają dystans do kultury wysokiej, a jednocześnie ogromnym szacunkiem darzą artystów. „Like a diva” to historia bowiem w pewnym sensie uniwersalna, mogąca dotyczyć każdego, kto wykonuje wolny zawód. Dlatego też warto się wybrać do Teatru Druga Strefa, aby przeżyć kilka chwil sam na sam z prawdziwą operową divą, tylko w wydaniu light.

Więcej informacji na temat spektaklu: https://www.teatr2strefa.pl/

Autor: Kamil Stępniak

Posted by wk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *