Wywiad z Tomaszem Kowalczykiem – poetą

WK: W szkole musimy się uczyć wierszy na pamięć, rozbierać je na czynniki pierwsze i zastanawiać: co autor miał na myśli. To wielu, na całe lata,odstrasza od sięgnięcia po wiersze. Pana to, jak widać, nie zniechęciło. Wręcz przeciwnie – sam zaczął Pan pisać.
TK: W szkołach uczą złego, racjonalnego podejścia do literatury, które nakazuje i narzuca uczniom sztampowy i matematyczny sposób myślenia, co dobitnie widać chociażby po maturach z polskiego – trzeba znać odnośnik, załącznik i model, czyli wzór, a nie duszę czy głębię. Takie traktowanie literatury, a szczególnie poezji (która stoi wyżej w hierarchii sztuki) prowadzi do jej śmierci, bo w pewnym momencie wiersz traktujemy jak kalkulator, a nie kompozycję bądź utwór, a przecież twór poetycki jest tkany i tworzony z tej samej materii, co obraz bądź muzyka. Dlatego trzeba wszystkich zachęcać do nowego spojrzenia na poezję i wiersze. Słowa są nieokreślone i nieskończone!
WK: Jest Pan tak młodym człowiekiem, a swój warsztat ma Pan już mocno wypracowany.
TK: Bo jestem człowiekiem sztuki, jak Delacroix czy Chopin. Urodziłem się po to, aby nieść rozwój w sztuce tak, jak Einstein w fizyce, a Skłodowska w chemii. Dziękuję za to stwierdzenie, jako że większość ludzi mówi, że nie mam pokory.
WK: A przecież wszyscy jesteśmy niedoskonali. Dla wielu poeta, to ktoś, kogo nie idzie zrozumieć. Myślimy, że to taki gość, który nieszczęśliwie zakochany pisze smutne wiersze, które czytać może jedynie ktoś równie smutny. Kim według Pan jest dziś poeta?
TK: Poeta od zawsze był człowiekiem, który niósł rozwój w świecie słowa. I tak Shakespeare wprowadził około sześciuset nowych słów do języka angielskiego (nie mówiąc już o genialnych dziełach, jako całokształt), Baudelaire rozbił sonet (który jest nazywany najmniejszym z poematów!) na czynniki pierwsze, tworząc nawet tzw. „sonet odwrócony”, i tak Leśmian pokazał, że język polski to nieskończona skarbnica słowotwórstwa, z której sam umyślnie i ochoczo korzystam. Poeta to wizjoner i człowiek, który pomaga tak naukom, jak codziennej przewlekłości życia uczuciowego opisywać stany rzeczy oraz zjawiska wypływające z niepoznanych dotąd galaktyk.
WK:Mam wrażenie, że Pana wiersze są wyliczone matematycznie, czy to ma sens?
TK: Nie konstruuję trójkątów wierszowanych cyrklem. Matematyka jest obecna we wszystkich rzeczach pięknych, jej podziały, granice oraz przestrzenie pokazują, że twór bądź jakieś zjawisko ma w sobie ducha złotego podziału, jak i innych. I o to właśnie chodzi! Wszystko, co tworzymy, musi mieć harmonię i pewną nadaną samoistnie skalę. Galaktyki tworzą się też tak, aby zaistnieć pełnią swoich barwnych dźwięków, i taka powinna być też poezja oraz inna twórczość – szanująca podziały i konstelacje. Ponadto ja piszę bez namysłu, bez racjonalizacji, instynktownie, a matematykę widzi Pani i tak. Liście słonecznika tworzą złoty podział, tak samo ciało człowieka bądź koło (figury w nie wpisane). Stąd to, co naturalne i stworzone z miłości do przyrody niesie w sobie pełnię i płynność matematyczną.
WK: Uwielbia Pan zabawę słowem. Czemu służy słowotwórstwo w Pana poezji?
TK: Słowotwórstwo służy nazywaniu rzeczy nienazwanych oraz pokazywaniu kolejnych, doskonalszych gradientów emocjonalności słownej. Idąc traktem dawnych twórców i z wielkim umiłowaniem do synergii kompozytorsko-malarsko-literackiej odkrywam nowe pierwiastki w samych słowach.
WK:Liryka w Pana wierszach nie jest jednoznaczna. Często zagmatwana, metafizyczna. Co Pan chce przez taki sposób pisania osiągnąć?
TK: Ależ nie zagmatwana. Zagmatwany to jest umysł. Ludzie są za bardzo zajęci sobą, myślą, że skoro wylądowaliśmy na księżycu i mamy teleskopy, to rozumiemy wszechświat. A nie da się lepiej zrozumieć kosmosu niż za pomocą słów. W galaktykach kryją się najpotężniejsze rafy świetlno-krajobrazowe, które przewyższają mikrożycie ziemskie i dlatego ku nim warto zwrócić oczy.
WK: Czego by Pan sobie życzył jeśli chodzi o poczytność?
TK:Życzyłbym sobie coraz większej wrażliwości wśród ludzi, a następnie chęci odkrywania nowych przestrzeni, oraz zjawisk, które następnie przyczynią się do tego, że będę bardziej poczytny.
WK: Skąd pomysł na okładkę?
TK: Nowa myśl malarska musi dopełniać paletę poetycką, a nie ma piękniejszego momentu od sparowania tych dwóch sztuk. Szyja prowadzi cały skład cielesny do głowy, w której zakotwiczone są oczy. Fiolety, granaty i purpura to kolory rządzące się w cieniu.
WK: Wiersz Sekret twoich oczu urzekł mnie, że tak powiem, od pierwszego wejrzenia. Inne wiersze jednak już nie są tak romantyczne. Niektóre są mocno kontrowersyjne. Czemu to ma służyć?
TK:Niektóre wiersze są jeszcze bardziej romantyczne, inne symboliczne, a jeszcze inne wprowadzają zupełnie nowe wibracje. Twórca musi przede wszystkim odkrywać siebie i pokazywać prawdę, dochodzić do zalążków nieskończoności. Gdyby wszystko było zrozumiałe i łatwe, to nie byłoby tajemnicy, a tajemnica jest najważniejszą sekwencją stwarzającą byt muzyczny, malarski oraz poetycki. I jest najważniejsza, ponieważ rozwiązanie jej prowadzi do iluminacji i kondensacji spojrzenia na życie doczesne i przyszłe, a co za tym idzie – wkroczenie we właściwy tumult emocjonalny.
WK: Co poeci lubią najbardziej?
TK: Ja uwielbiam sztukę w jej pięknej dymensji, opartą na synergii, asocjacji i kumulacji wiedzy o wszechświecie, z prapoczątkiem asumptów i nieskończonością oraz nicością wiary w prabyt.
WK: I z tą wiarą zanurzamy się w poezję. Życzymy naszym czytelnikom wielu przemyśleń nad tomikiem „Sekret twoich oczu” a Panu nieskończoności weny twórczej.

Posted by wk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *