Wrażliwy obserwator [recenzja spektaklu „Protest” w Teatrze Dramatycznym]

Aldona Figura podjęła się kolejnego niełatwego zadania reżyserskiego, którym niewątpliwie jest zainscenizowanie trzech jednoaktówek autorstwa Vaclava Havla; a co więcej uczynienie tego w taki sposób, aby przekazywana treść z jednej strony zachowała swój humorystyczny charakter, a z drugiej nie stała się farsą nie noszącą podstawowego przekazu. Wyzwaniem na gruncie niniejszej sztuki było zatem ukazanie otoczenia w jakim porusza się główny bohater Ferdynand Waniek, a jednocześnie uchwycenie absurdu świata w którym się on znajduje.

Główny bohater to małomówny inteligent, dysydent i opozycjonista, który zgodnie z komentarzami samego Vaclava Havla nie jest nim samym, tylko co najwyżej jego alter ego, pewnym przeniesionym z wyobraźni twórcy bytem, posiadającym obserwacje czynione przez Havla, czy też jego imaginację pewnych zdarzeń, sytuacji, interakcji. Autor sztuki podkreślał wielokrotnie, że następująca symplifikacja postaci nie może iść – w tym wypadku – w parze z wielowątkowością życia twórcy. Ferdynand i Vaclac nie są to jednostki tożsame. Niemniej oglądając „Protest” odnosi się wrażenie, że widzimy na scenie Havla, i to w najlepszym wydaniu.

fot. Materiały organizatora

Paradoksy Ferdynanda

Niezależnie od wszelkich sporów na temat tego ile główny bohater niesie w sobie cech autora sztuki należy uznać, że Ferdynand, którego kreuje dla widzów Robert T. Majewski jest wymowny w swojej powściągliwości. Paradoksem odgrywanej roli jest to, że im Wańka mniej, tym tak naprawdę jest go więcej. Majewski świetnie to uchwycił na scenie. Introwertyzm postaci sportretowany przez aktora wprawia go w niełatwą sieć ludzkich interakcji, i jednocześnie niejednokrotnie wymusza na nim konieczność kontrapunktowania rzeczywistości, pewnego mierzenia się z nią. Niekiedy w sposób gwałtowny, co dla głównego bohatera niewątpliwie łatwe nie jest. Robert T. Majewski stanął przed niełatwym zadaniem zagrania głównej roli, która tak naprawdę przez cały spektakl schodzi na drugi, a niekiedy na trzeci plan. Aktor podołał zadaniu i ciekawie wybrnął z tej nielogiczności.

Trzy kazusy

Trzy jednoaktówki rozgrywają się w różnym czasie i miejscu. Tylko Waniek pozostaje ten sam. Zmienia się również scenografia – autorstwa Joanny Zemanek, która zasługuje z pewnością na pochwałę i uwagę. Pozwala bowiem widzowi przenieść się w alternatywny świat, który Havel przedstawił w „Audiencji”, „Wernisażu”, czy w końcu „Proteście” na podstawie których sztuka wystawiana w Dramatycznym została opracowana.

W browarze – miejscu pierwszej akcji – Waniek spotyka niełatwego rozmówcę w postaci doświadczonego browarnika. Janusz R. Nowicki w tej roli wydaje się autentyczny i przekonujący. Jednakże z pewnością również nieco przerysowany. Publiczność niejednokrotnie dialogi pomiędzy browarnikiem a Ferdynandem kwitowała salwami śmiechu. W moim odczuciu jednak zasadnym byłoby w tym wypadku przyśpieszenie tempa akcji, momentami bowiem fabuła nieco się ciągnęła, a kolejne butelki otwieranego piwa i powtarzany tekst – o ile na początku śmieszyły, to po kilku minutach zaczęły nużyć.

Następna w kolejności: wizyta u przyjaciół, ekstrawertycznych Wiery (Anna Gorajska) i Michała (Sławomir Grzymkowski) to kolejne wyzwanie z jakim musiał zmierzyć się Waniek. Zdolność posiadania racji oraz agresywny sposób narzucania swojego światopoglądu innym to bariera z którą musi się spotkać główny bohater. Gorajska i Grzymkowski sugestywnie odgrywają swoje role oddając bardzo celnie zamierzenie autora sztuki. Napastliwe podejście do gościa, ocierające się wręcz o indoktrynację to ciekawe ukazanie zależności pomiędzy zamożnością i próbą kreowania elit finansowych, a bytowaniem elit intelektualnych czy nawet politycznych.

Wiera i Michał są dobrze odegranymi postaciami, które w sposób sugestywny, niekiedy nawet nazbyt (co z pewnością oddaje zamysł autora sztuki oraz pani reżyser) chcą przekonać Ferdynarda do swoich racji, swojego stylu życia, ubierania, modelu małżeństwa, upodobań kulinarnych, a nawet swojego sposobu na uprawianie seksu. Wpędzony w kąt Waniek choć próbuje się bronić, to nie do końca mu to wychodzi. Na marginesie należy dodać pochwałę dla Anny Gorajskiej za odegranie odważnych i mocnych, sensualnych scen. Przy czym wydaje się (przynajmniej w moim odczuciu), że kwestia zdjęcia górnej części bielizny aktorce nie była aż tak istotna dla toczącej się fabuły, żeby nie można jej było pominąć. Scena ta może budzić uzasadnione kontrowersje.

Jedną z moich ulubionych postaci spektaklu niewątpliwie pozostaje Staniek, kapitalnie odegrany przez Łukasza Lewandowskiego. Oddana przez aktora ambiwalencja postaci miotająca się pomiędzy zachowaniem oportunistycznym, a nonkonformistycznym, między czerpaniem zysków ze współpracy z mediami publicznymi, a między chęcią uzyskania statusu opozycjonisty. Na domiar złego niepotrafiący rozgraniczyć walki o dobro wspólne z walką o sprawy partykularne. Chodzący człowiek moralnej sprzeczności. Łukasz Lewandowski idealnie ukazuje inteligenta zamkniętego w aksjologicznej pułapce między: być a mieć. Co więcej, w zachowaniu Stańka można również zauważyć pewne zapędy odwoływania się filozofii kosmologicznej.

Łukasz Lewandowski świetnie uzupełnia wycofanego, introwertycznego i postawionego przez autora i reżysera w roli obserwatora Roberta T. Majewskiego. Z resztą Annie Gorajskiej i Sławomirowi Grzymkowskiemu również to się świetnie udaje.

fot. Warszawska Kulturalna

Siła będąca słabością

„Protest” w reżyserii Aldony Figury w Teatrze Dramatycznym cechuje niezwykła aktualność tematów, przenikliwość postaci oraz skłonienie widzów do refleksji. Sama reżyseria zaś budzi uznanie, choć z pewnością można było kilka scen wykreować inaczej.

Co ważne jednak, coraz rzadziej zdarza się, że sztuka nakłania do zagorzałych dyskusji. W szczególności o wartościach wyższych. Tych natomiast nie brakowało po premierze „Protestu”. Samą fabułę można zaś porównać do pociągu, który rozpędza się z każdym przebytym metrem; bądź do łyku dobrej kawy, która z każdym kolejnym zaczerpnięciem smakuje lepiej, i lepiej.

Spektakl ten nie leży koło tak popularnych dziś przedstawień bez treści, „zabijaczy” czasu w formie kultury wyższej, która coraz bardziej robi się pop-kulturą, lub nawet kulturą niższą. To jest jego jedna z największych zalet, lecz przez poniektórych cecha ta może być poczytana jako główna wada, która może być dla części widzów nie do przejścia.

Więcej o spektaklu przeczytanie na stronie Teatru Dramatycznego https://teatrdramatyczny.pl

Autor recenzji: Kamil Stępniak

Posted by wk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *