W warszawskiej „Syrenie” o Józefie Bemie [recenzja]

Skąd bierze się duma z własnego kraju, na czym polega fenomen utożsamiania się ze swoim miejscem urodzenia, dlaczego mieszkańcy innych państw z dumą wywieszają flagę w święta narodowe, a my wciąż nieśmiało wciągamy biało-czerwoną na maszt? Sytuacja jest oczywiście złożona. Jednakże budowanie tożsamości narodowej polega m.in. na umiejętności eksploracji postaci , także tych historycznych . Nie chodzi tutaj o wznoszenie pomników, czy obowiązkowe czytanie w szkołach patetycznych życiorysów. Tutaj potrzeba przede wszystkim pokazania człowieka takim, jakim był. Czasem odważny, czasem śmieszny, niekiedy żałosny. Mający swoje problemy, natchnienia i namiętności. Borykający się z ludzkimi ograniczeniami i problemami. Bez patosu, czasem z przymrużeniem oka. Z drugiej strony nie dokonując pastiszu. Tu nie chodzi o karykaturę, lecz o pokazanie bohatera tak abyśmy go poznali, zapamiętali, polubili i pomyśleli sobie: to był gość!

W Polsce ciężko o takie dzieła historyczne. Często przesadzamy w którąś stronę. Aż tu nagle… BEM! W Teatrze Syrena za sprawą kooperacji z Pożarem w Burdelu, Teatru im. S. Żeromskiego w Kielcach oraz wspomnianej już „Syreny”. Musical, którego zupełnie się nie spodziewaliśmy. Można by powiedzieć, że spektakl w większości śpiewany o historii generała Józefa Bema (a także poniekąd o historii Polski), o nie najprostszej strukturze, w dodatku o charakterze autorskim (przecież tak często robi się adaptacje) może być skazany na niepowodzenie. Musical o generalne, inżynierze, zapalonym artylerzyście, tym samym, który występował jakiś czas temu na banknotach dziesięciozłotowych, a także tym, który (o zgrozo) przeszedł na islam? Dokładnie tak! A jak dobry jest to musical mogą potwierdzić wyłącznie ci, którzy go widzieli.

Można długo rozpisywać się na temat tego, jak dużo dobrej pracy wykonali twórcy. Jednak to po prostu trzeba zobaczyć. Niemniej kilka faktów wymaga podkreślenia. Przede wszystkim doskonała fabuła, widz ma wrażenie, że każde słowo jest przemyślane. Każdy kontekst jest dograny z całością. Czasami akcja jest cierpka dla dumnego widza, jednakże przedstawia całą prawdę o naszym narodowym bycie. Po drugie doskonała muzyka. Nigdy wcześniej nie przypuszczałbym, że będę chodził i nucił piosenki z musicalu historycznego. Jednakże te są doskonałe, wpadają w ucho i nie mogą opuści głowy nawet wiele godzin po spektaklu. Należy mieć nadzieję, że twórcy nagrają płytę! Po wtóre, na podkreślenie zasługuje doskonała gra aktorska. Artyści mają trudne role do odegrania, wiele scen odbywa się w ciągłym ruchu. Pomimo to nie można doszukiwać się choćby jednej fałszywej nuty. I w końcu „the last but not least” gra jaką czaruje nas główny bohater. Mariusz Drężek, bo o nim mowa zachwyca na scenie! Jego piękny, głęboki głos, doskonały śpiew i pełna charyzmy gra aktorska zasługują na najwspanialsze laury! Po tym co zobaczyliśmy (z resztą nie po raz pierwszy) w wykonaniu pana Mariusza  Drężka to jest majstersztyk! Dla mnie osobiście to mistrz sztuki aktorskiej. Ogromnie cieszy fakt, że możemy podziwiać tego aktora w Teatrze Syrena. Warty odnotowania jest również fakt, że rola jest grana również przez Łukasza Wójcika, który jednak nie występował w oglądanym przez nas przedstawieniu.

Te wszystkie determinanty z dodatkiem życzliwej ręki dyrektora Teatru Syrena Jacka Mikołajczyka sprawiają, że musical BEM! Powrót Człowieka-Armaty po prostu trzeba zobaczyć! Jest to jeden z najlepszych spektakli muzycznych mających premierę w tym roku. A z pewnością najlepszy musical historyczny! Po jego obejrzeniu widz jest przekonany, że Józef Bem to bohater, z którym chce się utożsamiać. W końcu bowiem jest on znany nie tylko z banknotu o nominale 10 zł.

 

Kamil Stępniak

Posted by wk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *