Sąsiedzka troska by Lewandowska. Recenzja spektaklu Berek, czyli upiór w moherze 2

Miłość i nienawiść, te dwa skrajne uczucia najczęściej wiążą najbardziej. Gdy kogoś kochamy, jesteśmy w stanie dla niego zrobić wszystko. Gdy nienawidzimy… też możemy zrobić wiele. Co gdy nienawiść przeradza się w miłość? Nawet tą osobliwą, przyjacielską, czasami może z elementami matczynej troski? Gdy do tego dodać fakt, że te uczucie rodzi się pomiędzy dewotką oraz gejem od razu wiemy, że perypetie będą całkiem niebanalne!

 

fot. Warszawska Kulturalna

 

Z drugiej strony jakże mogłoby być inaczej, gdy na scenę wraca – ukochany przecież przez warszawską publiczność – Berek, czyli upiór w moherze. Druga część przygód niezjednanych sąsiadów czyli Lewandowskiej (Ewa Kasprzyk) oraz Pawła (Antoni Pawlicki) została zrealizowana przez Teatr Gudejko, premiera miała miejsce 23 lutego 2019 w Teatrze Imka. Autorem scenariusza jest Marcin Szczygielski, zaś spektakl wyreżyserowała Ewa Kasprzyk.

Na początku należy zauważyć, że pomimo iż spektakl jest kontynuacją, to widz, który nie był na pierwszej części nie będzie czuł się zagubiony w fabule. Ta bowiem może stanowić odrębną całość, która oczywiście doskonale współgra ze wcześniejszymi perypetiami, ale jednocześnie jest zupełnie autonomiczna. Marcin Szczygielski zadbał o dużą dozę humoru, a kilka fraz ma szanse stania się kultowymi powiedzeniami w środowisku teatralnym.

W drugiej części „Berka” Annę i Pawła nadal łączy specjalny specyficzny rodzaj relacji, który wykracza poza różnice obyczajowe ich charakteryzujące. Ona stara panna z poglądami raczej konserwatywnymi, on postępowy homoseksualista. Obydwoje samotni, zaprzyjaźnieni ze sobą. Choć relacja Anny do Pawła bywa czasami toksyczna. Przez jej nieustanną obecność w życiu sąsiada bowiem, jego ostatni związek rozpadł się, a partner Wojtek wyprowadził się od niego. Z troski o siebie nawzajem, a także trochę z realizacji partykularnych interesów, postanawiają znaleźć drugą połówkę dla… osoby mieszkającej obok. Lewandowska czuje się winna rozpadu związku Pawła, zaś ten chce spowodować, aby Anna zaczęła w końcu żyć swoim życiem. Takie zawiązanie akcji  powoduje, że szykują się dwie randki w ciemno. Cokolwiek by się nie wydarzyło, to możecie mieć pewność – będzie śmiesznie.

Kreacje aktorskie, które możemy oglądać dają naprawdę dużo radości i satysfakcji dla widza (mamy nadzieję, że dla aktorów także). Na ogromne brawa zasługuje Antoni Pawlicki, który gra naturalnie, nie przerysowuje postaci, odegraną przez niego rolę po prostu miło się ogląda. Sam aktor zaś nadaje tempa całej akcji. Widać, że jest bardzo dobrze przygotowany – zarówno warsztatowo, jak i na poziomie „wejścia” w swojego bohatera.

Na wyróżnienie zasługuje także Kamil Kula, który wcielając się w postać niezwykle wrażliwego fryzjera, odgrywa po prostu przekomiczną rolę. Niewątpliwie duża dawka uśmiechów to zasługa tego aktora, który jak się okazuje, posiada niesamowity talent komediowy. Jego bohater zapada w pamięć i szkoda, że aktor nie miał jeszcze bardziej rozbudowanej roli.

 

fot. Warszawska Kulturalna

 

Ewa Kasprzyk jako Anna Lewandowska trzyma poziom z pierwszej części. Dla jednych jest zabawna, dla innych nadto przerysowana. Trochę smuci niewykorzystanie potencjału Daniela Olbrychskiego i Łukasza Płoszajskiego. W naszym odczuciu aktorzy ci mają do pokazania znacznie większe spektrum umiejętności aniżeli zostało wykorzystane – co oczywiście nie jest ich winą. Maria Niklińska grając przesłodzoną „insta-mamę” rzetelnie wykonała swoją pracę, jednakże z drugiej strony na pewno nie była to rola, która zapada w pamięć.

Damian Kulec, który w spektaklu gra policjanta (wymiennie z Łukaszem Płoszajskim) zasługuje na wzmożoną uwagę widowni. Widzieliśmy tego aktora podczas prób i wydaje się naprawdę obiecujący i z dużym potencjałem. Mamy nadzieję, że jeszcze nie raz szersza publiczność o nim usłyszy.

Spektakl „Berek, czyli upiór w moherze 2” może się podobać, a z pewnością warto się na niego wybrać, aby wyrobić swoją opinię. Jest to lekka komedia, która jest dosyć łatwa do przyswojenia, co spodoba się publiczności, która w teatrze szuka rozrywki na zrównoważonym poziomie. Natomiast widz, który na deskach teatru poszukuje wysublimowanego przeżycia zakorzenionego w meandrach intelektualnej przygody może być nieco rozczarowany.  Odnotować należy także, że pierwsza część spektaklu jest znacznie żywsza, bardziej angażuje widza. Po antrakcie natomiast akcja zwalnia tempo, żart staje się bardziej siermiężny, co powoduje, że momentami sztuka staje się zbyt przegadana i po prostu zaczyna się dłużyć.

Fani pierwszej części „Berka…”, którzy wybiorą się na kontynuację spektaklu na pewno będą zadowoleni. Zważając na fakt, że „jedynka” była grana przez 10 lat – dorobiła się rzeszy zadowolonych widzów. Nową produkcję Teatru Gudejko należy odnotować na plus, chociaż na pewno znajdą się osoby, które po wyjściu z teatru będą czuły niedosyt. Annę Lewandowską bowiem albo się kocha, albo nienawidzi. Co wpisuje się także w fabułę spektaklu!

KS

Posted by wk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *