Inteligencja to my? [Recenzja spektaklu „Letnicy” Teatr Narodowy]

„Letnicy” Maksima Gorkiego w reżyserii Macieja Prusa to listopadowa, lecz pomimo chłodnej pory, gorąca premiera w Teatrze Narodowym. Dramat napisany przez rosyjskiego autora, który powstał sto lat temu gościł już na niejednej polskiej scenie. To wszystko dzięki aktualności tematu jaki porusza. Zaawansowana  forma, przejrzystość literacka treści, a także refleksja jaką za sobą niesie sztuka. Czy to wystarczy, aby warszawska publiczność pokochała „Letników”?

Maciej Landsberg, opr. graf. ELIPSY

„Inteligencja to nie my! My jesteśmy czym innym. My jesteśmy letnikami w swoim własnym kraju” – Wygłasza Warwara (w tej roli Dominika Kluźniak). Dramat Gorkiego opowiada o rozterkach inteligencji, której plenipotentów spotykamy na pewnym letnisku. Przedstawiciele wolnych zawodów: prawnicy, lekarze, inżynierowie w końcu postanawiają sobie zadać kluczowe dla ich bytu pytanie: jaka jest ich rola w społeczeństwie, jakie mają znaczenie dla państwa? „Letnicy” cechują się przede wszystkim niezwykle dobrze sformułowaną analizą postaci oraz niekiedy gorzkimi wnioskami społecznymi. Dobry pryzmat stworzony przez Gorkiego pozwala podjąć słuszną refleksję na temat roli jaką powinna odgrywać inteligencja. Pieszkow to w końcu świetny obserwator, błyskotliwy pisarz, niekiedy bezlitosny komentator. I chociaż był zaangażowany ideowo, to wydaje się, że jego rysy psychologiczne są po prostu trafne.

Maciej Prus nieskrycie skorzystał z typu inscenizacji czechowowskich (postacie ubrane na biało). Scenografia Jagny Janickiej jest bardzo minimalistyczna, pozwalająca skupić się na treści i sformułowanym przekazie. To zabieg w zupełnej opozycji do trendów wyrażanych we współczesnych teatrach. Być może słuszny i pozwalający widzowi na skupienie.

Tytułowi „Letnicy” do ludzie z klasy wyższej, ale nadto przeintelektualizowani. Mówią dużo i patetycznie, często bezsensownie perorując. Myślą przede wszystkim o własnym jestestwie, niekoniecznie o roli, jaką mogą spełnić w swoim otoczeniu. Rolę metaforycznego sumienia tej grupy pełni Warwara Michajłowna wygłaszając ważne monologi i tyrady w obronie normalności oraz konieczności w odejściu od mesjanistycznego mniemania inteligentów o sobie. Przy tej okazji należy podkreślić doskonałą rolę Dominiki Kluźniak. Aktorka nie tylko była przekonująca w swojej postaci, ale także doskonale słyszalna. Piękna dykcja i zaangażowanie były mocną stroną Warwary.

fot. Warszawska Kulturalna

W spektaklu zabrakło pewnej syntezy myśli, przez co sztuka była nadto rozwlekła. Wielowątkowość ukazana na scenie wymagała od widza dużego skupienia. Nieco drażniącym mógł być zabieg ciągłego wchodzenia i schodzenia aktorów – na i ze sceny. Oczywiście zamysł był szlachetny, ale przy tak dużej liczbie artystów oraz fabule oscylującej wokół wielu materii, po dłuższej chwili staje się po prostu męczący. Być może z pożytkiem byłoby nawet skrócenie poniektórych kwestii na rzecz szybszego i bardziej rzeczowego zawiązania akcji. Przesuwanie krzeseł przez aktorów podczas całego spektaklu oraz zmieniania ich ustawienia jest o tyle metaforyczne, co niezgrabne i chwilami groteskowe.

Wydaje się, że mankamentem sztuki jest brak wyeksponowania pewnego rodzaju tragifarsy. Zbyt patetyczne podejście do sztuki Gorkiego może wywoływać efekt przeciwny do zamierzonego. Jednakże to z pewnością zależy od subiektywnych odczuć.

Pomimo tego należy podkreślić, że w „Letnikach” kilku aktorów naprawdę wyróżnia się swoją interpretacją tekstu, grą i warsztatem. Wcześniej już wspomnianej Dominice Kluźniak bardzo sprawnie partneruje Paweł Paprocki. Ukłony należą się Arkadiuszowi Janiczkowi grającemu doktora Dudakowa. Kreacja zapada w pamięć, jest zabawna, lecz nieprzerysowana. Po prostu zagrana w punkt. Wielka klasa i kunszt aktorski. Wyróżniająco zagrał także Mateusz Rusin. Sportretowany przez niego Włas jest nie tylko autentyczny, ale także przyciągający uwagę. Bardzo duży talent tego aktora. Oczywiście na uwagę zasługują także kreacje stworzone przez Beatę Ścibakównę, Edytę Olszówkę, Piotra Grabowskiego czy Krzysztofa Stelmaszczyka.

„Letnicy” w Teatrze Narodowym reklamowani są jako sztuka portretująca współczesnych trzydziesto- i czterdziestolatków. Pomimo trafnego literackiego oka Gorkiego wydaje się, że upływ czasu i interpretacja artystyczna zrobiła swoje. Bezsprzecznie klasa inteligencka obecnie – w szczególności wśród wspomnianych ludzi w okolicach wieku średniego – boryka się z innymi problemami, zmartwieniami, czy pewnego rodzaju marazmem. Jedno pozostaje jednak niezmienne –  ludzie inteligentni wciąż pozostają gośćmi na własnym podwórku. I to „Letnicy” ukazują klasowo. Sztuka w reżyserii Macieja Prusa może zaciekawić widza, lecz w moim odczuciu, gdyby została przepuszczona przez pryzmat współczesności, mogłaby porywać serca widowni. A tak pozostaje letnia, a o jej walorach artystycznych przesądzają przede wszystkim indywidualne umiejętności poszczególnych aktorów, których to niewątpliwie warto zobaczyć.

 

Kamil Stępniak

Posted by wk

This article has 1 Comment

  1. Byłam na na tym spektaklu “Letnicy” w dniu 07.12.2019 r. Niestety, nie było mi dane słyszeć wszystkich tekstów wypowiadanych przez aktorów. Szkoda wydanych pieniędzy i czasu. Spektakl był chyba tylko dla widowni z I grupy miejsc. Po raz pierwszy byłam w takiej sytuacji.
    Osoby bardziej śmiałe wołały : G Ł O Ś N I E J, nic nie słychać, ale to nie pomogło.
    Mam nadzieję, że są osoby odpowiedzialne za nagłośnienie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *