Egzamin z miłości, czyli „Czworo do poprawki” (recenzja)

„Czworo do poprawki” to nowy spektakl fundacji „Garnizon Sztuki” którego premiera odbyła się 8 lutego 2019 r. w Teatrze Imka. Fabuła oparta jest na prostym spotkaniu dwóch małżeństw w zamiejscowym pensjonacie. Każdy, kto wyjeżdża do hotelu spotyka ciekawe osoby, niekiedy nietuzinkowe. Często zawieramy znajomości z podróżnymi z różnych części kraju. Wspólnie spędzamy czas, chodzimy na spacery, jemy śniadania, pijemy alkohol. Relacje te nadają tembru naszym wypadom, chociaż często są kruche i kończą się wraz z końcem turnusu.

 

 

Sytuacja wyjęta wprost z życiowej ramki ludzkich zawiłości. Nieoczekiwane spotkanie czwórki indywidualności, które na głowę może postawić niejeden hotel. Dwa małżeństwa: młode – pełne wigoru i energii, jednak wciąż docierające się, którego głównym celem pobytowym jest prokreacja – spłodzenie potomka; oraz starsze, które niejedno już razem przeżyło a codzienność powtarzana jak mantra spowodowała u nich zgnuśniałość, ich główną rozrywką jest prowadzenie małej wojny w obszarze bojowym jakim okazuje się (w tym wypadku) małżeństwo – postanawiają odwiedzić pensjonat aby ratować swój związek.

Kiedy młoda kobieta pragnąca dziecka zabiera swojego męża do hotelu, w którym ten zamiast adorowania swojej małżonki woli śledzenie giełdowych indeksów, oraz kobieta dojrzała przyjmująca rolę faceta w domu (zarówno od sfery psychicznej, jak i sfery obowiązków, gdyż jest „bardziej techniczna”) spotykają się ściana w ścianę, drzwi w drzwi i zaczynają sobie wchodzić w drogę, to wiadomo…, że będzie się działo!

 

 

„Czworo do poprawki” to komediodramat z mądrym życiowym przesłaniem. Przede wszystkim to doskonała dawka śmiechu. Ogromne brawa dla autora – Cezarego Harasimowicza oraz dla reżyserki – Agnieszki Baranowskiej. Przez ponad półtorej godziny trwania spektaklu widz ma okazję po prostu doskonale się bawić, często wybuchając śmiechem. Sztuka nie jest prozaiczna i monotematyczna, nie trąci groteską, nie powoduje niesmaku, nawet wtedy gdy bywa wulgarna. Siłą spektaklu jest to, że jest on uzbrojony doskonałym humorem sytuacyjnym, żarty pochodzą wprost z naszego życia, które będąc przepuszczone przez machinę teatralnego talentu aktorów stają się dla widza po prostu komiczne. Niemniej można mieć poczucie, że nieraz sami uczestniczymy w podobnych sytuacjach i wtedy wcale to nie jest dla nas śmieszne. Obserwując z boku jednak całą plejadę zagrywek małżeńskich jest po prostu przekomicznie. Rzadko zdarza się tak doskonałe wyczucie z trafionymi pointami! Brawo dla twórców.

Komediowy charakter nie ujmuje jednak sztuce przymiotu edukacyjnego i społecznego, przekazywania pewnej mądrości życiowej. Widz może bowiem przekonać się na własne oczy, nie tylko o przewrotności życia małżeńskiego, ale także o tym, że miłość to wybór, że powinniśmy się w swoim partnerze zakochiwać każdego dnia na nowo i o tym, że rozwód to nie jest jedyne rozwiązanie pierwszych małżeńskich problemów.

Grażyna Wolszczak założycielka fundacji „Garnizon Sztuki” będącej producentem przestawienia w krótkim słowie po premierze przypomniała, że 1/3 zawieranych małżeństw kończy się rozwodem. „To zmotywowało nas do podjęcia tematu dotyczącego związków małżeńskich” – dodała. Trzeba przyznać, że wyszło naprawdę świetnie. Można się bowiem założyć, że każdy kto przyjdzie obejrzeć sztukę chociaż w jednej sytuacji zobaczy siebie postawionego w krzywym zwierciadle. Niech to zmotywuje nas do wytężonej pracy nad swoimi związkami oraz odkrywania swojej miłości wciąż na nowo. Cieszy nas to, że teatr nie tylko bawi, ale także w tak mądry sposób inspiruje. Spektakl połączono z akcją społeczną #pokochajmysię która ma na celu wywołanie szerokiej dyskusji na temat czy miłość może trwać przez całe życie. W jej ramach zaproszono do współpracy pary z 50, 60 a nawet 70-letnim stażem, aby przed kamerą wypowiedziały się o swoich związkach. Wynik akcji stanowi integralną część spektaklu.

 

 

Na koniec kwestia równie ważna co wszystkie wcześniej omówione – mianowicie kreacje aktorskie, które mogliśmy zobaczyć. Nie ma co ukrywać, ponownie należą się ogromne brawa dla twórców. Młodą parę zagrała Agnieszka Sienkiewicz (jako Ewa) oraz Marcin Korcz (jako Adam). Agnieszka Sienkiewicz swój talent do ról komediowych ujawniała już nie raz. Nie inaczej było tym razem. Pokazała się nam jako uosobienie kobiecości, lekko podszytej przejaskrawieniem oraz dokonywaniem komplementarnej psychoanalizy swojego niedawno poślubionego małżonka. Będąc nieco zazdrosną o swojego męża (zarówno w kontekście byłych partnerek jak i ciągłej rywalizacji o uwagę mężczyzny, który pochłonięty jest pracą) świetnie uosabia postać młodej, acz przebojowej dziewczyny próbującej ugruntować swoje miejsce w związku.

Marcin Korcz to chodzące spektrum możliwości aktorskich. W spektaklu wciela się w młodego chłopaka, który jest nieco zagubiony w małżeństwie. Pod wpływem różnych sytuacji życiowych, pomimo ugodowego charakteru pierwszy raz postanawia powiedzieć żonie, że nie znosi piosenek których ona słucha, no i tych kotletów z piersi indyka, które ona robi. To w jaki sposób aktor zagrał swoją rolę zasługuje na burzę braw. Niewątpliwie jest to ciągle wschodząca gwiazda teatru i zapewne też telewizji.

W roli Lucy, czyli żony ze „starszego” małżeństwa zobaczyliśmy Katarzynę Herman (w tej roli wymiennie z Grażyną Wolszczak). Aktorka jest klasą samą w sobie. To w jaki sposób kreuje różnorodne postaci (a mieliśmy okazję zobaczyć ją na różnych warszawskich scenach) to jest majstersztyk. Najmłodsze pokolenia aktorów powinny uczyć się od pani Katarzyny, gdyż za każdym razem wypada ona fantastycznie. Nie inaczej było teraz.

Jej męża zagrał Piotr Machalica (wymiennie z Wojciechem Wysockim). Rola małżonka z trzydziestoletnim bagażem doświadczeń, którego już niewiele jest w stanie zaskoczyć, który już nic nie musi, ale wciąż wiele może zasługuje na owacje na stojąco.

Za grę aktorską, trudno jest szczędzić słów pochwał, gdyż wszyscy zaprezentowali się fantastycznie.

„Czworo do poprawki” to sztuka mądra, ale także bawiąca do łez. Z fantastyczną akcją, ale także z bardzo dobrze dobranymi aktorami. Widać jak wiele pracy zostało włożone w przygotowanie tego tytułu. Po premierze można być przekonanym o jednym – ten spektakl będzie zagrany jeszcze kilkaset razy i za każdym z nich będzie gromadził pełną salę. Bo po prostu na to zasługuje!

Posted by wk

This article has 1 Comment

  1. No jakoś się nie popłakałam ze śmiechu. Lekka przesada z tym „bawi do łez”. A wstawanie na każdym spektaklu to chyba przesada. Kiedyś wstawało się dla naprawdę wybitnych kreacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *