Czarownice z Eastwick czarują w Teatrze Syrena [recenzja]

Warszawska mapa musicalowa staje się coraz bogatsza. W ostatnich latach pojawiło się w naszej stolicy naprawdę kilka dobrych spektakli tego gatunku. Czy kolejny z nich, tym razem w wykonaniu Teatru Syrena pod wodzą nowego dyrektora Jacka Mikołajczyka jest przełomowy, konieczny, niezbędny i porywający? Dla Syreny z pewnością tak! Jak polską wersję „Czarownic z Eastwick” przyjmie stołeczny rynek kultury? To czas pokaże. Musical jednak ma jak największe szanse na sukces.

Źródło: materiały organizatora

Powiew świeżości od dyrektora

Zmiany w Syrenie zaczęły się od dyrektora. Po Jakubie Biegaju na tę funkcję desygnowany został Jacek Mikołajczyk. Komisja konkursowa, która wybierała spośród 16 kandydatów podkreśliła, że koncepcja Mikołajczyka najlepiej wpisze się w zapotrzebowanie warszawskiej publiczności. Kandydatura ta ma przyczynić się do zróżnicowania oferty teatralnej w stolicy. Jacek Mikołajczyk to reżyser teatralny, tłumacz i teatrolog. Zasłynął z wyreżyserowania po raz pierwszy w Polsce musicalu „Rodzina Adamsów” za który otrzymał Złotą Maskę. Reżyser (i dyrektor) nawiązuje swoim programem do muzyczno-dramatycznej historii Syreny. Nie sposób nie wspomnieć, że na początku działalności – zaraz po wojnie, teatr ten słynął m.in. z komedii muzycznych.

Muzyczny czar czarownic

Całą kanonadę zapowiadanych premier musicalowych w Syrenie rozpoczęły „Czarownice z Eastwick”. Mikołajczyk ma na swoim koncie kilka naprawdę dobrych premier gatunku – wystarczy chociażby wspomnieć jego „Zakonnicę w przebraniu”, którą wyreżyserował w Teatrze Muzycznym w Poznaniu. Tym razem, zarówno jako dyrektor teatru, ale także jako reżyser postanowił nas oczarować spektaklem , którego premiera odbyła się w londyńskim West Endzie. Należy wspomnieć, że światowa premiera „Czarownic z Eastwick”, najoględniej mówiąc nie stała się światowym bestsellerem. Być może przyczyniła się do tego sytuacja polityczna i zamachy na WTC, które spowodowały mały kryzys na wielu scenach musicalowych i teatralnych. Niemniej warto podkreślić, że twórcy nie mało ryzykowali rozpoczynając nową kartę teatru właśnie od tego spektaklu. Trzeba uznać, że w ostatnich latach repertuar Syreny nie zachwycał, a przecież to scena z ogromnymi tradycjami w Warszawie. Czy muzyczny czar czarownic odmienni złą passę? Decyzje władz Warszawy o postawienie na kolejny projekt muzyczny, mogą być kontrowersyjne – przecież mamy kilka ugruntowanych scen muzycznych w stolicy. Tym bardziej na reżyserze i na całym zespole spoczywała ogromna presja.

fot. Warszawska Kulturalna

Jacek Mikołajczyk podkreślał, że od dawna chciał zaadaptować polską wersję czarownic. Gdy został dyrektorem teatru okazało się, że Syrena jest do tego idealnym miejscem. Wszystko postawiono na jedną kartę i zaryzykowano. Dla większości widzów spektakl ten jest reminiscencją filmu o tym samym tytule z 1987 roku m.in. z Jackiem Nicholsonem i Cher w rolach głównych.

Akcja „Czarownict z Eastwick” rozgrywa się w latach 60. w małym amerykańskim miasteczku, które konsekwentnie oplatają plotki na temat poszczególnych mieszkańców. Tutaj każdy o każdym wszystko wie. Każdy parszywy ruch zostanie skrzętnie odnotowany. Na czele konserwatywnej i hermetycznej wspólnoty stoi zaborcza Felicia (Jolanta Litwin-Sarzyńska/ Beata Olga Kowalska). Takie środowisko nie jest miejscem dla silnych osobowości chcących wyrwać się z marazmu codziennego życia w miasteczku na peryferiach. To też sprawia, że trzy niezależne i silne kobiety, które jednocześnie są doświadczone przez życie i opuszczone przez mężów pragną aby pojawił się Eastwick ktoś, kto zmieni ich codzienność i jednocześnie pozwoli im rozkwitnąć na nowo. Tytułowymi postaciami są: rzeźbiarka Alexandra (Ewa Lorska/ Olga Szomańska), wiolonczelistka Jane (Barbara Melzer/ Anita Steciuk) oraz redaktorka i skryta poetka Sukie (Paulina Grochowska/ Magdalena Placek-Boryń). Ich życie nie tylko jest nudne, ale i przytłaczające ze względu na wspólnotę, która wytyka ich palcami.

Wszystko się zmienia, gdy wprost z Nowego Jorku do miasteczka wprowadza się demoniczny Darryl van Horne (Przemysław Glapiński/ Tomasz Steciuk) i uwodzi wszystkie bohaterki. Ich pragnienie miłości, akceptacji oraz odmiany jest tak głębokie, że w poszukiwaniu swojej seksualności akceptują one nawet układ poligamiczny z Darrylem. Ten zaś nie tylko wprowadza kobiety w ekstazę, ale także pozwala im odkryć magiczne moce które drzemią w ich kobiecości. Ten układ mógłby trwać w nieskończoność gdyby nie fakt, że mężczyzna używa czarownic do swoich partykularnych interesów. Ta sytuacja wszystko zmieni, nie tylko w życiu niewiast, ale i całego Weastwick…

Musical ten jest sztuką o kobietach, magicznych mocach w nich drzemiących, a także pięknie i wierze we własne umiejętności, która potrafi zrodzić potęgę. Przedstawienie to obfituje w angielski humor, a także dobrą muzykę i skomplikowane układy choreograficzne.

 Wiedźmy z Litewskiej 3

Realizacja musicalu nie jest sprawą łatwą. Po pierwsze potrzebny jest charyzmatyczny reżyser. Odklepanie zagranicznej wersji z polskim przekładem muzycznym tutaj nic nie da. Po drugie ogromne znaczenie ma dobór zespołu ludzi – doświadczonych i posiadających wszelkie kompetencje nie tylko muzyczne, ale i aktorskie. Po wtóre potrzeba nakładów – zarówno na zasoby ludzkie (tancerze, muzycy, choreograf, kostiumy etc.), jak i na skomplikowaną scenografię. To wszystko zapewniono w adaptacji powstałej na Litewskiej 3.

Od strony gry aktorskiej ale także i wokalnej na wielkie chapeau bas zasługuje Barbara Melzer – słuchanie jej i oglądanie gry aktorskiej było wielką przyjemnością. Wszystkie dźwięki były trafiane „w punkt” a charakterystyczna barwa głosu mogła powodować dreszcze.  Na uznanie zasługuje również Przemysław Glapiński, który zagrał wymagającą, ale i przejmującą rolę, która może zapadać w pamięć. Jego głos wspaniale wybrzmiewał i ani razu nie załamał się mimo wielości scen oraz skomplikowanej choreografii, w której brał udział. Ewa Lorska jako Alexandra jest dynamiczna, pełna ekspresji i charyzmy. Aktorka gra na zmianę z Olgą Szomańską – która przecież znana jest ze swojego fantastycznego wokalu. I o ile pani Olgi podczas drugiej premiery nie mieliśmy okazji zobaczyć, to jesteśmy przekonani, że pani Ewa Lorska oczaruje publiczność.

Na ukłony zasługuje także Maciej Pawlak grający Michaela. Amerykański luz, lekkość ruchów oraz wokal zasługują na największe uznanie. Wróżymy temu aktorowi wielką karierę, zapamiętajcie to nazwisko, bo jeszcze o nim usłyszycie. Katarzyna Domalewska, która partneruje chłopakowi i gra jego miłość również zasługuje na pochwały. Bardzo ciekawy głos i interpretacje muzyczne, gratulacje!

Niestety w oglądanej przez nas wersji nie występowała Beata Olga Kowalska. Ogromna szkoda, gdyż jesteśmy przekonani, że ta aktorka musi dawać popis swoich umiejętności wokalnych i aktorskich.

Od strony technicznej na podziw zasługuje wiele kwestii. W tym miejscu należy wymienić chociażby: interesującą, ale i aktywnie zmieniającą się scenografię. Skomplikowaną choreografię, którą musieli opanować wszyscy aktorzy i tancerze (wielki podziw dla choreografa Jarosława Stańka). Dobrze stało się również, że widz ma okazję słuchać muzyki granej na żywo pod kierownictwem Tomasza Filipczaka. Miłe dla ucha jest współgranie orkiestry z dobrymi partiami wokalnymi.

Musical jest świetny pod względem aktorskim oraz muzycznym. Chociaż pojawiają się zarzuty, że podczas pierwszej premiery nie wszyscy aktorzy czysto śpiewali (ale pierwsze koty za płoty). Przedstawienie to obfituje w żarty, niekiedy nieprzyzwoite i angielski humor, który czasem bywa wulgarny. To po prostu świetna sztuka, której atutami są dobre kreacje, świetny taniec i jeszcze lepsza muzyka. I oczywiście prawdą jest to, że widz wychodząc z teatru nie może wybrać sobie jednej, znanej piosenki, którą będzie nucił przez cały wieczór. Jednakże w musicalu tym zupełnie nie o to chodzi. Wielość aspektów sztuki teatralnej i muzycznej sprawia, że całość stoi na wysokim poziomie.

Dołożymy również łyżkę dziegciu. Teatr powinien bardziej transparentnie podchodzić do obsady podczas szczególnych przedstawień. Nie znaleźliśmy takiej informacji na stronie, a uważamy, że są widzowie, którzy chcieliby zobaczyć konkretnych aktorów. Nie powinna być to dla nikogo niespodzianka, kto będzie grał danego dnia.  EDIT: Teatr udostępnił opcję sprawdzenia obsady przed zakupem biletu – gratulujemy szybkiego naprawienia błędu! Druga sprawa, to czasami przesterowane nagłośnienie – dla kogoś o wrażliwym słuchu muzycznym, a jak rozumiemy melomani udadzą się na tę komedię – utrapieniem może być siedzenie w pierwszych rzędach.

Zupełnie inną sprawą jest to, że humor zawarty w komedii nie każdemu musi odpowiadać. Jednakże to nie wina adaptacji, lecz pierwotnej produkcji. Trzeba oddać prawdę, że tak jak zdarzały się osoby, które długo po występie wiwatowały na cześć twórców, tak też zdarzali się widzowie, którzy ukradkiem podczas antraktu opuszczali teatr. To też może świadczyć o wielowymiarowym pojmowaniu tej sztuki. Wybór akurat tego dzieła na inaugurację nowej sceny – nie ma co ukrywać – był kontrowersyjny, i artyści muszą liczyć się z tym, że musical ten nie każdemu przypadnie do gustu. Część widowni może czuć się zmieszana – zarówno poziomem żartu, jak i niektórymi scenami. W naszym odczuciu jest to zupełnie usprawiedliwione. To dobrze jednak, że sztuka rodzi emocję.

Czy dzień po premierze możemy ogłosić sukces spektaklu? Trudno o tym przesądzać jak warszawska publiczność przyjmie nową propozycję muzyczną – tym bardziej, że panuje niemała konkurencja w tym zakresie. Jednakże trzeba oddać twórcom, że wykonali bardzo dobrą i rzetelną pracę, którą warto docenić wybierając się na „Czarownice z Eastwick” do Teatru Syrena. Polska adaptacja musicalu zdecydowanie nie odbiega od światowej czołówki. Jednakże należy pamiętać, że zagranicą, pomimo wielu prób adaptacji, komedia ta nie stała się bestsellerem. Czy zatem nie popełniono błędu przy wyborze repertuaru na odrodzenie sceny muzycznej w Syrenie? Aby się o tym przekonać, należy samemu ocenić. My żywimy jednak nadzieję, że polskie czarownice z ul. Litewskiej pozwolą się otrząsnąć z marazmu, który przez ostatnie lata mógł być zauważalny w Teatrze Syrena.

Posted by wk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *