Śpiewak Jazzbandu premiera Teatru Żydowskiego

14 czerwca w Klubie Garnizonowym planowana jest premiera spektaklu „Śpiewak Jazzbandu” w reżyserii Wojciecha Kościelniaka, na podstawie sztuki Samsona Raphaelsona, z muzyką Mariusza Obijalskiego. 

„Śpiewak jazzbandu” w reż. Alana Croslanda z 1927 roku jest właściwie ikoną, bo to pierwszy film dźwiękowy w historii kina. Według Amerykańskiego Instytutu Filmowego jest jednym ze stu najlepszych amerykańskich filmów wszechczasów, laureatem honorowego Oscara. Główną rolę, Jakiego Rabinowitza, młodego muzyka jazzowego próbującego wymknąć się rygorom religijnego żydowskiego domu i kantoralnej przyszłości, zagrał Al Jolson. W domu kantora Rabinowitza muzyka rozrywkowa, jazz to niewyobrażalne sprzeniewierzenie się tradycji, właściwie zerwanie z korzeniami. Jakie próbuje walczyć o swoje prawo do realizacji marzeń, co skazane jest na klęskę. Musi opuścić dom. Postanawia za wszelką cenę zrealizować swój plan. Przemalowany na czarno, zaczyna karierę „śpiewaka jazzbandu”. Znakomita i barwna adaptacja Wojciecha Kościelniaka pokazuje obie rzeczywistości: show-biznesu i synagogi, jazzowej wolności i kantoralnych uniesień, dowodząc, że w obu możliwe jest głębokie przeżycie, bliskie oczyszczenia.

fot. Maurycy Stankiewicz

Samson Raphaelson mówił: – Szukając symbolu żywego chaosu duszy Ameryki, nie znajduję nic bardziej adekwatnego niż jazz. Oszałamiający rytm i melodyjne tło – ten background, w którym są: lubieżność, uciechy serca, szaleństwo duszy, monumentalna śmiałość, wielkie poniżenie ale przede wszystkim modlitwa. Słyszę jazz i widzę upadające katedry, świątynie, sylwetki w zachodzącym słońcu, zagubioną postać, straconą duszę groteskowo tańczącą w ruinach… Widzę więc śpiewaka jazzbandu. Jazz to modlitwa. Zniekształcona, chora, nieświadoma celu. Ten, który pakuje się do zatłoczonych kabaretów, musicali i sal tanecznych – modli się z gorliwością tak intensywną jak Ameryka, która chodzi spokojnie do kościoła i synagogi. Jazzowy Amerykanin różni się od tańczącego derwisza, od uzdrowiciela Zulu, od czarnego ewangelisty tylko tym, że nie wie że się modli. Głównym bohaterem jest młody Żyd, bo Żydzi determinują naturę i zakres jazzu bardziej niż czarni, od których ukradli jazz i dali mu nowy kolor i znaczenie. Jazz to Irving Berlin, Al Jolson, George Gershwin, Sophie Tucker. To są Żydzi ze swoimi korzeniami w synagodze. I oni wyrażają w ewangelickich zwrotach naturę naszego dzisiejszego chaosu.

Gołda Tencer: – O wystawieniu „Śpiewaka Jazzbandu” myśleliśmy w Teatrze Żydowskim od lat. Uczciwie muszę powiedzieć, że to był pomysł Dawida Szurmieja, który zobaczył w tej opowieści nie tylko aktualność ale i niegasnący uniwersalizm. Od premiery filmu minęło ponad 90. lat a przecież on nadal wzrusza; problemy jego bohaterów, historia podziałów są dzisiaj równie silne, co wówczas. Dawid co jakiś czas wracał z pomysłem wystawienia „Śpiewaka Jazzbandu”, równocześnie angażując się w swoje telewizyjne i filmowe projekty. W końcu, rozumiejąc, że właśnie teraz należałoby ten musical wystawić, zapytałam, czy pozwoli oddać temat Wojciechowi Kościelniakowi, o współpracy z którym myślałam od lat, bardzo wysoko ceniąc jego spektakle i konsekwencję w realizowaniu teatru muzycznego. Bardzo się cieszę, że Wojciech Kościelniak przyjął moją propozycję a znakomity pomysł Dawida znalazł swój finał!

Posted by wk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *